Zbrodnia w „Pod Rakiem”: Morderstwo bogatej wdowy w Krakowie
W chłodną październikową noc 1867 roku, w kamienicy „Pod Rakiem” przy ulicy Szpitalnej 7, doszło do brutalnej zbrodni, która wstrząsnęła miastem. Śmierć Agnieszki z Grotów Żychowiczowej, 83-letniej wdowy znanej z ogromnego majątku i oszczędności, stała się przedmiotem szerokiego zainteresowania, a sprawa trafiła na łamy gazet. Kobieta, mimo bogactwa, żyła skromnie jako sublokatorka, nie widząc potrzeby posiadania własnego domu.
Tragiczne odkrycie w kamienicy
Agnieszka Żychowiczowa wynajmowała pokój u Korytowskich, rodziny o nieskazitelnej reputacji w środowisku prawniczym Krakowa. Nocą z 2 na 3 października syn właścicieli, Mieczysław Korytowski, usłyszał hałasy dobiegające z pokoju staruszki. Wezwawszy służbę, odkrył przerażający widok: martwa kobieta leżała w krwi, a jej rzeczy były rozrzucone po pokoju, jakby ktoś szukał kosztowności.
Śledztwo i odkryte ślady
Dochodzenie rozpoczęło się szybko. Prokurator, sędzia śledczy i lekarze pojawili się na miejscu już o świcie. Oględziny wykazały, że Agnieszka została najpierw uderzona tępym narzędziem, a później duszona, co potwierdziła sekcja zwłok. Znaleziono także włosy w jej dłoniach, świadczące o walce z napastnikiem.
Podejrzane okoliczności
Podczas śledztwa pojawiły się wątpliwości dotyczące sposobu, w jaki morderca dostał się do pokoju. Otwarta okienna klapa i brak śladów na parapecie sugerowały, że ktoś próbował upozorować włamanie. Pomieszczenie miało dwa wejścia, z których jedno było zamknięte od środka, co wskazywało na to, że sprawca musiał być kimś z domowników lub osobą dobrze znającą układ mieszkania.
Rodzina pod lupą
Wątpliwości zaczęły się skupiać na Mieczysławie Korytowskim. Jego relacja dotycząca odgłosów zza ściany nie pokrywała się z ustaleniami śledczych. Jego sytuacja finansowa była tragiczna, a po zabójstwie zaczął spłacać długi, co wzbudziło podejrzenia. Twierdził, że pieniądze pochodziły z darowizn, ale wyjaśnienia były nieprzekonujące.
Poszlaki i proces
Choć w XIX wieku śledczy nie mieli dostępu do nowoczesnych metod kryminalistycznych, udało się zgromadzić poszlaki wskazujące na winę Korytowskiego. Znaleziono wytrych pasujący do zamków w pokoju ofiary, a obrażenia na jego rękach wskazywały na walkę. Proces, który rozpoczął się w lutym 1868 roku, opierał się na poszlakach, ale to wystarczyło do skazania Mieczysława na 20 lat ciężkich robót. Mimo odwołań, wyrok został utrzymany przez Najwyższy Trybunał Sądowy w Wiedniu we wrześniu tego samego roku, kończąc jedną z najbardziej sensacyjnych spraw ówczesnego Krakowa.
Źródło: Urząd Miasta Krakowa
